Zorza w Tromsø…


Pisać o Tromso i nic nie napisać o zorzy polarnej, to... no właśnie, przed chwilą szukałem jakiegoś dobrego porównania i nic nie znalazłem. Może to i lepiej, bo zwykle w pięknych chwilach, które nam się w życiu zdarzają, najczęściej brakuje słów...
...a powiedzieć coś bez sensu, lub coś co trąci banałem - to lepiej nic nie mówić. Dlatego często zdarza się, że ja sam uciekam z dyskusji w wiersze. W wierszu zawsze można coś podkoloryzować, ubogacić, lub przemilczeć - zrobić sobie pauzę na głębszy oddech. Zamknąć oczy, zamyślić się. Jak to jest tą Aurorą? Jest wymagająca, jak każda królowa.

Najpierw to muszą być odpowiednie warunki w pogodzie. Niebo bezchmurne, albo prawie bezchmurne, temperatura - im niższa tym lepiej. No i ciemności, zorza wymaga ciemnej nocy i otoczenia. Choć to ostatnie nie jest warunkiem koniecznym. Jeśli jest wystarczająco "silna" to i okoliczne oświetlone domy, czy uliczne latarnie nie przeszkodzą w obserwacji. Powiedzmy, że mamy spełnione podstawowe warunki pogodowe, bierzemy "sprzęt" do polowania (telefon, aparat, dobry nastrój) i co tam mamy ochotę wziąć na dłuższy spacer i ruszamy. Czasem chodzę po górkach, po mieście z aparatem i statywem. Wszystko nastawione na odpowiednie wartości, najjaśniejsza gwiazda na zoom "bez kresu" upatrzona, tylko Gospodyni Balu Niebieskiego spóźnialska, albo szuka miejsca na spotkanie. Wiem, wiem, zaraz ktoś tam powie: po co łazić, zamiast posiedzieć w miejscu? No ja już tak mam, że jak już ruszam się z domu to nie usiedzę gdzieś w jednym miejscu. Zresztą jak napisałem nie może być zbyt ciepło, jeśli zamierzamy spotkać zorzę, więc ruch jak najbardziej wskazany jest! Nie boję się rozczarowania, kiedy nie wyjdzie, lub przyjdą ciemne chmury przywiane niespodziewanie silnym wiatrem. No taka jest północ, pogoda zmienia się czasem co 15 minut i co? No nic nie poradzę🙂
Ale czasem bywa tak, że jeszcze dobrze nie wyjdę z domu, a już przez okno widać, że się zaczyna... pojawiają się szare smugi, warkocze, rozłożyste wachlarze, pąki kwiatowe, lub rozrastające się ogromne liście. Falują z szarości w zielenie, często fiolety i czerwienie. To tak nocna tęcza z tym, że mam wrażenie jakby tam u góry za tym wszystkim kryły się dłonie, które malują palcami (może pędzlami) te wzory. Obrazy trwają minuty, a czasem sekundy, w których przepływają po widnokręgu delikatnie muśnięte opuszkami palców na niebieskim płótnie. Jest radość, podniecenie i emocje, których pragnę za każdym razem doświadczać patrząc w górę. Ozdabia domy, góry i wodę - jest takiej chwili jedyną prawdziwą Królową Nieba. Z mitologii Nordyckiej dowiemy się, że w chwili kiedy przychodzi, otwiera się przejście przez słynny most Bifröst. Most łączący dwa światy Middgard świat żywych i Asgard świat bogów. W ten właśnie czas Walkirie oświetlają swe tarcze i zbroje, by w odbitym od nich świetle, polegli wojownicy mogli spokojnie przejść po moście do krainy bogów, na wieczną ucztę. Ciekawą opowieść o powstaniu zorzy mają też Finowie... otóż światła rozbłyskujące nocą nazwali Revontulet, czyli lisie ognie i wedle tego, magiczny lis przebiega po niebie, zamiatając ogonem wzburza leżący na ziemi śnieg, a kryształki wyrzucone w górę połyskują, tworząc piękne, różnokolorowe światła. Jeszcze piękniejszą cechę nadali naszej Pani rdzenni mieszkańcy Laponii Samowie. Nazwali ją "guovssahas" - czyli w dosłownym tłumaczeniu "światło, które słychać". Podobno Amundsen rozgłaszał do końca swego życia, że słyszał w trakcie trwania któregoś z kolei spektaklu, szelesty i trzaski dobiegające nie wiadomo skąd. I ja się nie dziwię, bo nietrudno w emocjach z duszą pełną wyobraźni, usłyszeć nie tylko szelesty, ale i muzykę w czystej postaci.
Aurora borealis - Northern Lights... Ludzie przybywają z całego świata, żeby zobaczyć choć raz w życiu, poczuć moc natury. Być świadkiem kiedy piękno biorące się pozornie znikąd bierze ich w objęcia i czują się niczym na pokazie 3D, eeehh... gdzie tam 3D - jest zapach, muzyka i motylki w brzuchu z podniecenia. Jest wszystko co ociera się o pojęcie doskonałości. Może powiecie, że zaszalałem z tym opisem, ale tak czuję. Na początku nie wiedziałem jak Wam o tym opowiedzieć - teraz już wiem😉, chociaż i tak słowa nie oddadzą wszystkich emocji. Nawet zdjęcia nie sa w stanie tego zrobić.
No tak à propos zdjęć, poniżej zobaczycie kilkanaście mojego autorstwa. Muszę jednak powiedzieć szczerze, że nie do końca jestem z nich zadowolony. Część robiona telefonem, część aparatem. Sprawa wygląda w ten sposób, że od zgoła roku uczę się fotografii, a Królowa Północnego Nieba i w tym temacie ma specjalne wymagania. Mój sprzęt jest raczej dla początkujących, ale mogę Wam z grubsza określić warunki jakie trzeba spełnić, żeby fotografie były z tych, których do końca się wstydzić nie trzeba. Dla tych, którzy kumają... Swój sprzęt ustawiam w ten sposób, że przesłona jest maksymalnie otwarta, w przypadku mojego obiektywu ten max. f/5,6 (dobrze jest jednak być wyposażonym w jaśniejszy obiektyw np. f/2,8 lub niższy), czas migawki 20 s. , ostrość łapię z najjaśniejszej gwiazdy na niebie (fokus można ustawić także na nieskończoność).... no i ISO - tutaj zadania są podzielone. Jedni mówią im wyższe tym lepiej, inni odwrotnie. Ja należę do tych innych, ISO mam zwykle 100 lub 200, zaleta tych ustawień jest taka, że na zdjęciach jest zdecydowanie mniej ziarna, czy tam rastra. Może są ciemniejsze, ale łatwo to skorygować przy wywołaniu. Ach... dla już naprawdę ciekawych, do wywołania z formatu RAW używam standardowo Laightroom Clasic. No i na koniec podstawowa sprawa to statyw, niestety nie da się dobrego zdjęcia z czasem otwarcia migawki 20 s. zrobić z ręki. Statyw plus opóźnienie na wyzwalaczu kilka sekund, gdyż w momencie naciskania spustu jest ryzyko poruszenia całym aparatem. W telefonie wybieramy w ustawieniach Pro, podobne wartości jak powyżej i też powinno być nieźle. 
No tak, to chyba wszystko - reszta to metoda prób i błędów. Ja mam to szczęście, że o tej porze roku praktycznie każdego dnia mam potencjalną okazję do podnoszenia swoich umiejętności. Może jednak i Wam kiedyś przydadzą się te słowa płynące z niewielkiego, ale jednak jakiegoś doświadczenia.

Takie to moje historie z zorzą, która była też jednym z powodów przeprowadzki na północ, oczywiście oprócz spokoju i życia w duchu koselig (niezorientowanych odsyłam do sierpniowego posta o Tromsø). Ach, byłbym zapomniał jest tutaj (niedawno się o tym dowiedziałem) "kafe koselig", zamierzam się tam wybrać w najbliższym czasie i "poczuć się przytulnie).

(wiersz nawiązujący)

pieśń dzieci na tęczowym moście bifrost

nasi rodzice już na równinie we mgle
ymir powozi koła turkocą po kamieniach
iskry z kopyt w galopie lecą wyjechali

gramy w berka kto przegra
temu nie wrócą nawet gdyby słońce
świeciło nawet gdyby księżyc
mówił że jutro też wyjdzie

choćby w deszcz ranny jak rosa
kiedy trawa jeszcze pachnie mgłą
po lesie niosą echo 
ludzie którym nie ufamy

gramy w berka szukają nas
już czwarty dzień szukają jak śmierci
a wilki dziś anielsko-niebieskie

jutro wracają po obiegu ziemi z orbity
marsa na niebieską wenus z asgard
iskry z kopyt w galopie lecą wracają z tarczą
jutro będziemy z niej jeść i pić



Dodaj komentarz