melancholia rdzy


czasem się budzi w mnie to co stare
i co zrobione... może tylko na złość
przyjmijmy że mi nie ufasz ale rozumiesz
bardzo dobrze poranny ból głowy
w metalurgicznym kolorze słońca
leżymy gdzieś pośrodku tęczy a jednak
w środku miasta w cieniu teatralnej wieży
ułożeni w jakimś liturgicznym przecież porządku
ja od ściany ty na brzegu - moczysz stopy
opowiadam o tym że takie duże miasta jak to
mnie nużą chociaż bardzo cierpliwie
spoglądam w perspektywę każdej z ulic
powstająca z tych doświadczeń melancholia
jest niezwykła tylko dlatego
że nie dostrzegam szczegółów a podobno o szczegół
chodzi przede wszystkim
tak więc
wszystkie znane mi miasta są zbyt odległe
żeby o nich myśleć jednoznacznie
są też zbyt puste
żeby wspominać ulicę za ulicą jak
starych dobrych znajomych
pomieszanych w nocnym wagonie metra
sa też miejskie granice po których minięciu
piękno melancholijnego spaceru musi się stać
rudym kolorem przemysłowej przestrzeni
zapachem stali klekotem budynków wyślizganym
chodnikiem... domem

Dodaj komentarz