ballada współczesna

gdzie mam się wypluć żeby pana nie obrazić

proszę stanąć o tam tyłem do słynnego okna
zostawić kruszynę w dłoni malca o szarych oczach
mały człowiek jest obywatelem tego domu
sięga wzrokiem do pani kształtnych bioder
także tam gdzie się nie rozmawia ani nie bywa

bez względów i przyczyn chciałabym oglądać
pana w stanie olśnienia odbierać zmęczenie
połóg nieznośnej ale cielesnej sympatii

ja mógłbym czytać linie życia z zagnieceń
na pani prześcieradłach niczym mgła ścielących
swoje przeznaczenie i marzenie dotyczące kresu

teraz niech pan wyjdzie z zewnątrz tutaj się nie wygląda
bo jest jeszcze niezniesione dziadostwo strychu brud
ukrytych śmiertelników i dłoń malca (malec
trzyma klucz) proszę trzy razy puknąć do drzwi
minimalistycznie będzie pan miał pewność że ktoś
nie otworzy a jeśli usłyszy zapewne ukryje swój stos

jeśli zaś otworzy mędrzec tysiąc dziewięćset
osiemdziesiąt razy przybijany do krzyża - i spojrzy
on przyszyty do drzewa pani przyszyta do łóżka
patrzycie jedno na drugie prosząco litościwie

na miarę skrojonego ubranka wiecznej a jednak
wypłowiałej iluzji cogito - pan lubi ten stan
kiedy rosną mi paznokcie hodowane w chorobie
a przecież są cudowne obrazy wypędzające
z ludzi ból wody leczące rany i relikwie
prostujące kości - pan nie wierzy ale tam tak jest

mam miraże o wytrwałości - każdy sposób jest dobry
masa krytyczna dotyczy także marzeń zamiast tatuażu
hologram 19721704 wydrążony w ścianie horyzontu
bełkot morza i odgłosy z fosforyzujących wydm
pan umiera na zanik słów banalnych jak stal - pan zastyga

obawiam się o malca o to że zostanie mu tylko
materiał w rękach które nic z niego nie wydobędą
niezależnie od umiejętności przewidywania
będzie tylko jednym z miliona żywiołów w jedynej
kilkudziesięciowymiarowej przestrzeni
gotowej przyjąć cały jego czas - pani musi zaczekać

we mnie nie ma takiego słowa - nie umiem
jednocześnie być tutaj i nie tęsknić wypatrywać pana
aż zestarzeje się moje poczucie piękna
ten rytuał ma w sobie coś o czym nigdy nie myślałam
a może myślałam zbyt rozsądnie żeby uwierzyć
zatrzymam się teraz w drodze po domniemanie bezruchu

to już ostatnia przykra wiadomość - zgnieciony wrak
w butelce na listy - strzęp tego z czego wyrósł i kim był malec
kiedy pani przepadała wśród przyczyn których byłem skutkiem
tamte pragnienia przyparte do muru jak gniew
i inne emocje pierwszej potrzeby - proszę wybaczyć

coś jest wewnątrz w splocie kamiennych schodów
trzeba więc przytroczyć sobie na ramiona uciążliwość
wejść tam i posłuchać nawet jeśli owo coś
kropla po kropli opadnie owalnym tunelem w dół
daleko niżej niż źródło

posłuchaj: czyta Paweł Szczesny

Dodaj komentarz