melancholia rdzy
miasta mnie nużą chociaż bardzo cierpliwie spoglądam
wymierzam znajomym uściski
melancholia rdzy mierzy się z tym wszystkim
ale od czasu do czasu potrafi przyjść wypolerowana
bez dotykania chuchnąć chromem prosto w twarz
albo całym nieścieralnym z trawy kurzem
jest wtedy spojrzeniem które z każdej skóry zrobi rzemień
tak więc wszystkie znane mi miasta są zbyt odległe
żeby o nich myśleć jednocześnie też są zbyt puste
żeby wspominać ulicę za ulicą
nieznajomych pomieszanych w nocnym tramwaju
każda czystość ma swoje granice każda śmiałość
leczy czyjś ból a po czasie i tak wszystko staje się
nieodzownym zapachem stali klekotem budynków
drzwiami i oknami z możliwością że coś warto
jest powolniejsza niż myślałem
długo układa swój mit przestronne
pole działania czyta w myśli
dokładnie poleruje paznokieć wskazujący
tromsø 25.11.22
wiersze
Dodaj komentarz